czwartek, 12 stycznia 2012

Mona! Czyli startujemy!

Witaj.

Zapraszam Cię do uczestnictwa w moim projekcje literackim zatytułowanym Mona.

Od wielu lat po cichutku marzę o tym, by pisać. Zawodowo związałem się z reklamą, nawet posiadam pewne sukcesy, jednak brakuje mi w tym wszystkim nutki poezji. A może nawet całej partytury poezji?

Chciałbym pisać, głowę mam wypełnioną pomysłami. Jeśli miałbym Ci powiedzieć, jak widzę siebie za rok, czy dwa, to wykreowany obraz wyglądałby mniej więcej następująco: ja, leżę sobie na bieszczadzkiej połoninie z AjMakiem na kolanach. Piszę kolejny rozdział nowej książki. Za dwie godziny, kiedy skończy mi się bateria i zjem już wszystkie kanapki, zejdę do miasteczka, w wynajętym domku włączę komputer do prądu, a sam pójdę na ruskie pierogi. Wieczorem wrócę na połoninę, a w przyszłym tygodniu wyjadę na Mazury. Tam wynajmę łódź, wypłynę na środek jeziora i zabiorę się za dalszą część powieści.

Oczywiście, na drodze ku realizacji marzeń ujętych powyższym akapitem stoją pewne przeszkody. W moim wypadku dwie. Po pierwsze, w Polsce dość trudnym jest do zrealizowania pozyskanie wydawcy. Po drugie – straszny ze mnie leń i osobnik o stanowczo słomianym zapale.

Dlatego proszę Cię o pomoc.

Mona powstała w mojej głowie już kilka lat temu. Niedawno wylądowała na papierze, w formie zupełnie eleganckiego i spójnego konspektu. Teraz trzeba pisać… Tę pierwszą książkę chcę Ci ofiarować zupełnie za darmo. A właściwie nie za darmo – w zamian za pewną pomoc.

Na czym polegać miałaby Twoja pomoc? Na czytaniu. Komentowaniu. Polecaniu innym. Na zatruwaniu mi tyłka o kolejne odcinki. Tak, bym miał świadomość, że ktoś na to czeka. Bym miał motywację i siłę. Rozmawiaj ze mną na profilu Fejsbukowym, pisz, pytaj. Zachęcaj mnie do pracy.

Zakładam, że powieść Ci się spodoba. Jest to książka – w ogólnym ujęciu – o miłości. Jednak pomyli się ten, kto na podstawie tego opisu zakwalifikuje ją do Harlequinów. Moi bohaterowie, na własne szczęście i spełnienie będą musieli zapracować. A praca ta będzie ciężka i momentami niebezpieczna. Oboje zwiedzą kawał świata, nim odnajdą to, czego tak naprawdę szukają.

Jestem przekonany, że dzięki Tobie projekt uda się zakończyć. A jeśli okaże się, że cieszy się on sporym zainteresowaniem, pójdę do wydawcy, bezczelnie wedrę mu się do gabinetu i złożę ofertę nie do odrzucenia. On płaci zaliczkę, a ja ruszam na połoninę. W razie obiekcji pokażę mu tylko ilość fajskubkowych lajków i blogowych komentarzy.

Tak to sobie wymyśliłem. I bardzo Cię potrzebuję. Jestem świadom swoich możliwości, dlatego daruję sobie fałszywą skromność. Nie będę Cię oszukiwał. Nie będę się asekurował. To będzie dobry materiał.

Projekt wchodzi w życie natychmiast. Za około 3 dni pojawią się: wstęp (w którym dowiemy się dlaczego główny bohater zapałał nagle miłością do morza) oraz pierwszy rozdział (który wyjaśni, co trzeba zrobić, by elegancko rozsierdzić kapitana samolotu komunikacyjnego). Liczę, że ze mną będziesz.

Książką pojawiać się będzie w odcinkach na kilku różnych blogach (rozdziałami). Jednocześnie będę prowadzić aktywność fejsbukową i być może również – w niedalekiej przyszłości – tłiterową.

Punktuj błędy, pisz co Ci się nie podoba, a co nie, wpływaj na przebieg fabuły. Każda uwagę rozpatrzę – z największa nawet przyjemnością.

No. To zaczynamy. Pozdrawiam.

p.s. Rodziały książki będą pisane w normalnym formatowaniu. Posty pozaksiążkowe kursywą - żeby łatwiej było rozróżnić.

1 komentarz:

  1. gratuluję idei...zaimponowałeś mi. Zastanawia mnie tylko, czy dreszczyk emocji nie byłby u czytelników większy, gdybyś publikował trochę krótsze fragmenty?:)

    OdpowiedzUsuń